Do kiszenia nie kupujemy zwykłych cytryn ponieważ są pryskane substancjami konserwującymi.
Kupujemy cytryny ekologiczne czyli niepryskane środkami chemicznymi takimi jak:
Biphenyl, Ortho-Phenylphenol iThiabendazol. Nie wiem nawet, co też takiego te nazwy oznaczają, brzmią w każdym bądź razie niezdrowo. Nie kupujemy również cytryn woskowanych.
Kupujemy cytryny oznaczone "EKO" "BIO" lub "Organic". Cytryny mogą nieładnie wyglądać ponieważ nie są tak cytrynowo żółte, mogą mieć zielonkawe plamy.
Kieszenie cytryn:
Dowolną ilość cytryn kroimy na ćwiartki wzdłuż, tak aby nie przeciąć ich do końca.
Do każdej naciętej cytryny wsypujemy gruboziarnistą, niejodowaną sól. Moim zdaniem najlepszą solą jest nasza kłodawska, taka szarawa. Bogata w zdrowe solankowe mikroelementy.
Nie zawiera substancji anty-zbrylających, jak ta rafinowana biała przetworzona drobnoziarnista.
Następnie cytryny zamykamy i układamy ciasno w słoju.
Dodajemy przyprawy takie jak: liść laurowy, ziele angielskie, kolendra, pieprz czarny.
Zalewamy solanką (1 litr wody/1 łyżka soli).
Gotowe słoje trzymamy przez 4-5 dni w temperaturze pokojowej, następnie przenosimy w chłodne miejsce.
Zastosowanie:
- wszelkiego rodzaju orientalne potrawy typu pilaw, tagine
- curry (sosy)
- sałatki orientalne np. z bulgurem
Ogólnie cytryny i ich solanka pasują niemal do wszystkich potraw oprócz deserów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiszone cytryny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiszone cytryny. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 stycznia 2013
czwartek, 11 października 2012
Ryba - babska rzecz!
niedziela, 7 października 2012
Tapenada
"Nie wiem na co mam ochotę" - nikt mi nie powie, że nigdy nie wypowiedział tych słów.
Bywają chwile, kiedy stajemy przed otwartą lodówką i nie wiemy co zjeść. Nie dlatego, żeby było w niej samo światło, ale bardziej z tego względu, że przeważnie mamy w niej to samo. Ta sama szynka, mielonka, pasztetowa. Te same ulubione serki. I na nic z tych powszednich rzeczy nie mamy ochoty.
Jest jednak coś, co nas uratuje. Pod warunkiem, że będziemy mieć w szafce lub komórce parę stałych produktów w słoiczkach , które warto byłoby mieć zawsze. A są to czarne oliwki, kapary i anchois.
Robimy wtedy tapenadę - przysmak dzieci, gości... z resztą każdego.
Tapenada (tapenade) jest to pasa, dip, przekąska. Jeśli przyszły tata zrobi to coś swojej ciężarnej kobiecie, to zostanie przez nią ozłocony.
Miksujemy to co widzimy na zdjęciu, czyli oliwki, kapary, anchois, 1 ząbek czosnku, pietruszkę. Opcjonalnie kawałek kiszonej cytryny.
Dodajemy sok z cytryny, tyle ile lubimy i oliwę. Muszę przyznać, że równie dobrze, jak nie lepiej smakuje z sokiem z limonki. Jeśli mamy limonkę to możemy również zetrzeć odrobinę zielonej skórki. Wtedy tapenada ma nieco inny charakter.
W moim kręgu znajomych przyjęło się określenie tamponada. Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego.
Bywają chwile, kiedy stajemy przed otwartą lodówką i nie wiemy co zjeść. Nie dlatego, żeby było w niej samo światło, ale bardziej z tego względu, że przeważnie mamy w niej to samo. Ta sama szynka, mielonka, pasztetowa. Te same ulubione serki. I na nic z tych powszednich rzeczy nie mamy ochoty.
Jest jednak coś, co nas uratuje. Pod warunkiem, że będziemy mieć w szafce lub komórce parę stałych produktów w słoiczkach , które warto byłoby mieć zawsze. A są to czarne oliwki, kapary i anchois.
Robimy wtedy tapenadę - przysmak dzieci, gości... z resztą każdego.
Tapenada (tapenade) jest to pasa, dip, przekąska. Jeśli przyszły tata zrobi to coś swojej ciężarnej kobiecie, to zostanie przez nią ozłocony.
Miksujemy to co widzimy na zdjęciu, czyli oliwki, kapary, anchois, 1 ząbek czosnku, pietruszkę. Opcjonalnie kawałek kiszonej cytryny.
Dodajemy sok z cytryny, tyle ile lubimy i oliwę. Muszę przyznać, że równie dobrze, jak nie lepiej smakuje z sokiem z limonki. Jeśli mamy limonkę to możemy również zetrzeć odrobinę zielonej skórki. Wtedy tapenada ma nieco inny charakter.
W moim kręgu znajomych przyjęło się określenie tamponada. Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


